Woblink.com, od App Store do iBooks

pobrane

Woblink.com jest jedną z największych eKsięgarni na polskim rynku książek elektronicznych. Został utworzony przez jedno z największych polskich wydawnictw – Społeczny Instytut  Wydawniczy  Znak. Jej model biznesowy te znacząco odbiega od innych.

Start  Woblinku datowany jest na październik 2010 roku i ściśle był związany z urządzeniami mobilnymi Apple, głównie z iPadem. W roku 2011, gdy zaczynał się boom na ebooki, pytałem przedstawicieli Wydawnictwa Znak o dostępność tytułów w formacie mobi czy ePub. Uzyskałem wtedy odpowiedź, że krakowska oficyna nie zamierza sprzedawać ebooków poza Woblinkiem, który oferuje treści dostępne tylko na tablet firmy Steve’a Jobsa. Czasy się zmieniły, model krakowskiej eKsięgarni też uległ poważnym modernizacjom. Znak pozostał wierny tamtej deklaracji i nadal wydawane przez niego tytuły są niedostępne, z jednym wyjątkiem, w innych eKsięgarniach z ebookami.

Jak więc zmieniły się realia na tym rynku w ciągu trzech lat? We wspomnianym 2010 roku Woblink startował jako eKsięgarnia, w której książki można było kupować  poprzez aplikację dostępną w Apple App Store (ceny w euro) lub przez stronę woblink.com (ceny w złotych).

W przypadku zakupu książek przez aplikację na iPad, czy iPhone zapłacimy za zakupy kartą podpiętą pod nasze konto Apple. Sama aplikacja Woblinku wydaje się archaiczna. Nie ma w niej synchronizacji znanej z ekosystemu Amazon czy choćby Legimi. Obydwie pozwalają synchronizować ze sobą poszczególne urządzenia i same odnajdują miejsce, gdzie skończyliśmy lekturę na jednym urządzeniu (np na iPadzie, by móc ją kontynuować na innym np. smartfonie). Krytykowałem jakość tej funkcji podczas testów usługi „Czytaj bez limitu” w Legimi. Niestety, w Woblinku w ogóle jej nie ma. Przeglądając historię poprawek aplikacji na iOS nie zauważyłem, żeby kiedykolwiek funkcja synchronizacji ebooków na kilku urządzeniach w ramach jednego konta była brana pod uwagę.zdjęcie

Ciekawym zabiegiem była synchronizacja książek kupionych na stronie eKsięgarni z urządzeniem mobilnym. Dzięki temu wszystkie zakupione pozycje są dostępne zarówno przez stronę www, jak i z pozycji aplikacji Woblink na iOS. To bardzo istotna funkcja: przez stronę można kupować tytuły w złotówkach. Ceny tych samych książek kupowanych przez aplikację,  liczone w euro, obłożone prowizją Apple znacząco różnią się od tych prezentowanych na woblink.com.

Ograniczenie dystrybucji ebooków do iPada, zaczęło blokować rozwój całej platformy, a tytuły Znaku zostały przez taką politykę praktycznie wykluczone z rynku. Tym bardziej że najwierniejszymi czytelnikami ePublikacji (ebooki+eprasa) i jednocześnie klientami eKsięgarni są posiadacze klasycznych czytników typu Amazon Kindle, a nie właściciele tabletów. Model sprzedaży ebooków zaczął się na szczęście zmieniać, a raczej rozszerzać dystrybucję  książek poza iPady. Prawdziwą rewolucję miało stanowić „nowe otwarcie” eKsięgarni w marcu 2012 roku.

Woblink udostępnił wtedy masę ebooków w formacie mobi oraz możliwość ich zakupu przez specjalnie spreparowaną stronę   screen_shot-58060znajdującą się pod adresem http://woblink.mobi dla przeglądarek internetowych wbudowanych w czytniki Kindle. Dzięki niej klient może wejść na stronę Woblinka, zalogować się i kupować książki bezpośrednio z Kindle. Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest opłacanie zakupów za pomocą systemu mikropłatności YetiPay, choć tutaj też można się przyczepić do kilku rzeczy. Z tego co można zauważyć, na rynku pośredników płatności dominuje należący do eBay PayPal. Spotkałem się z licznymi narzekaniami na mnogość kont przedpłaconych konkurujących ze sobą. Klienci nie chcą trzymać pieniędzy w nieskończonej ilości tego typu serwisów, a alternatywny sposób płacenia kartą przez czytnik Kindle jest prawdziwą  katorgą. Doceniam jednak pomysł Woblinka. Na polskim rynku jest jedyną księgarnią, w której można kupić ebook bezpośrednio z czytnika. Próbowałem w ramach testów tego dokonać, ale na Kindle Keyboard działa to ciężko. Jeszcze gorzej jest na Kindle Classic. Jedynymi urządzeniami, na których działa to w sposób znośny są dotykowe Kindle Touch oraz Paperwhite.

Kolejną rewolucją po udostępnieniu formatu mobi oraz wersji kindlowej było….. dodanie koszyka!!!! Wcześniej klient chcąc kupować eksiążki musiał za każdą płacić oddzielnie. Nie dało się włożyć kilku do koszyka i zapłacić „hurtowo” za całe zakupy. Podejrzewam że była to zaszłość z czasów zakupów przez App Store, w którym także kupuje się aplikacje bez koszyka. Na szczęście Woblink zmienił zdanie i w październiku zeszłego roku koszyk klientom został udostępniony.

Jak pisałem na początku tekstu Woblink ma wyłączność na książki Znaku. Nie dzieli się tym zbiorem z żadną inną eKsięgarnią. Tak więc słowo przedstawiciela Znaku sprzed trzech lat zostało dotrzymane.  Nie wiem czy to dobre rozwiązanie dla konkurencyjności ebookowego rynku w Polsce. Niewiele jest wydawnictw mających tytuły „na wyłączność”. Ograniczenie oferty wydawnictwa do jednej eKsięgarni może spowodować groźbę stosowania wysokich cen na pozycje niektórych autorów. W Woblinku ceny ebooków Znaku są jednak przystępne i często objęte promocjami, które nie żyłują na kieszeniach czytelników.

Zauważyłem, że mając „towar na wyłączność” dosyć regularnie Woblink ma poślizgi w premierach kolejnych tytułów w postaci ebooka w stosunku do pojawienia się na rynku wersji tradycyjnych. Mniejsze wydawnictwa działają o wiele sprawniej przy premierze nowych tytułów. Przykładowo nowe wydawnictwo Wielka Litera, czy Agora potrafią wydać ebooka najpierw w wersji elektronicznej, a później papierowej. W Woblinku tego typu wydarzenia chyba jeszcze nie miały miejsca. Brakuje mi także pozycji autorów związanych z konkretnym okresem, czy wydarzeniem. Wytłumaczę na przykładzie: chciałem kupić najnowszą książkę biskupa Rysia „Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna” wydaną przez Znak w Wielkim Poście. Niestety, ten tytuł nie jest dostępny w formacie mobi, czy ePub. Jeśli to jest niechęć autora rozważań do tej formy dystrybucji, to Znak z Woblinkiem powinny „popracować” nad tym, by plany wydawnicze zawsze obejmowały także dystrybucję elektroniczną. Można złośliwie napisać: papież Benedykt XVI nie bał się publikować trylogii o życiu Jezusa w formie ebooka, a młody biskup się boi? Na marginesie: obecnie w Woblinku możemy kupić wywiad rzekę „Kościelna wiosna” przeprowadzony przez Krystynę Strączek z biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej. Może to dobry znak?

Woblink poza ebookami w swej ofercie umieścił także książkę mulimedialną. Jako pierwszy tytuł w tym formacie została zaprezentowana „Samsara” autorstwa Tomka Michniewicza. Drugi multibook to książka Normana Daviesa „Orzeł biały. Czerwona gwiazda”. W wersji multimedialnej (jak podaje opis na karcie książki) „zamieszczone zostały 4 multimedialne mapy, 16 map powiększanych (skalowanych) oraz 5 galerii typu slide show”. Książka historyczna jest świetnym materiałem do poszerzenia jej treści o tego typu interaktywne elementy. Została wydana ponad rok temu i niestety projekt najprawdopodobniej okazał się niewypałem, bo mimo początkowych wiele obiecujących wypowiedzi przedstawicieli Woblinka, poza tymi dwoma pozycjami, na razie nie pojawiły się multimedialne wersje kolejnych książek.

Kolejnym projektem rozwijanym przez Woblink jest Readkid. W skład zestawu wchodzi: programa pozwalający tworzyć każdemu interaktywne bajki dla dzieci oraz aplikacja do ich odtwarzania. O ile narzędzie do tworzenia używamy na komputerze, o tyle aplikacja dostępna jest tylko w App Store czyli przeznaczona  na iPad.  Obecnie po pobraniu darmowej aplikacji otrzymujemy dostęp do interaktywnych bajek stworzonych dla maluchów.

Właściciele eKsięgarni czyli Grupa Znak traktuje Woblink jako klasyczną księgarnię. Nie kupimy tutaj tygodników opinii czy dzienników, wyłącznie czasopisma typu: „Miesięcznik ZNAK”, czy darmowy „JazzPRESS”.  Szkoda, że eKsięgsrnia obok zasłużonego miesięcznika nie potrafi zatroszczyć się o to, by na wirtualnej półce postawić „Więź”, która sprzedaje swoje numery w wersji elektronicznej  w formie niewygodnego pliku pdf. Format ePub i mobi może tylko przysłużyć się wzrostowi sprzedaży tego zasłużonego periodyku.

Woblink to duża księgarnia z ciekawymi tytułami. Niestety ma kilka mankamentów. Korzystając z niej dosyć regularnie mam wrażenie, że nie może odciąć się od rys1App Storeowej przeszłości. Czytelnik cały czas jest zachęcany, by kupować książki przez aplikację Woblink na urządzenia z iOS, czy Androidem lub bezpośrednio przez Kinde za pomocą spreparowanej strony. Jak pisałem,  patrząc z pozycji posiadacza Kindle Classic nie jest to nic przyjemnego. Patrząc od strony klienta, inne księgarnie działające na naszym rynku ebooków radzą z tym sobie o wiele lepiej. Najwięksi konkurenci czyli Virtualo, Publio czy Nexto posiadają funkcję, która ułatwia zakup i szybkie dostarczenie ebooków na czytnik. Mam na myśli wykorzystanie usługi Send to Kindle oferowanej przez Amazon. Opisywałem ją w tekście poświęconym Empikowi. Gdy w przypadkach tych trzech księgarń wystarczy raz dodać adres mailowy jako zaufany i wysyłać na czytnik ebooki bezpośrednio z księgarni, w Woblinku trzeba pobrać ebook na dysk i dopiero stamtąd dostarczyć mailem, kabelkiem lub programem Amazona na czytnik.  Jeśli korzystamy z firmowego komputera musimy pamiętać, by plik z ebookiem usunąć z dysku. W przypadku Publio, Nexto czy Virtualo książka jest wysyłana na reader bez angażowania do tego dysku komputera.

woblink - bibiotekaDodatkowo w tych księgarniach mamy subtelne różnice: w Publio możemy przy okazji wysyłki pliku na Kindle od razu sobie go zarchiwizować w postaci mobi czy ePub na Dropboksie. Nexto oferuje nam za to swój odpowiednik zakupów jednym kliknięciem. Czytelnik do konta założonego w tej księgarni może podpiąć sobie  kartę kredytową, bądź  debetową, z której przy zakupie automatycznie będzie ściągana należność za zakupy. Tego typu rozwiązania są  o wiele wygodniejsze niż zakup ebooków przez stronę Woblinku przygotowaną na czytniki.

Biblioteczka Woblinku dostępna na desktopach ma atrakcyjny i przejrzysty wygląd. Jedyne co mnie drażni to „plakietki” przy zakupionycj książkach oznaczających tytuły będące aktualnie w promocji.

Zwieńczeniem burzliwych wzlotów i upadków Woblinka jest zawitanie jego asortymentu do prestiżowej księgarni iBooks. Co prawda nie można swojej woblinkowej biblioteczki zsychnchronizować z księgarnią Apple, ale sama obecność ich książek w tym miejsc to duży prestiż dla Woblinka. Co ciekawe iBooks to jedyne miejsce, gdzie można dostać eksiążki Znaku. Poza Woblinkiem oczywiście.

Zapraszam na lekturę pierwszej i drugiej części wywiadu z dyrektorem Woblinka Mateuszem Tobiczykiem.