Zmierzch e-papieru, czyli antywebowe wróżenie z fusów

pobraneKilka dni temu na łamach Antyweb.pl przeczytałem tekst Karola Kopańko „Zmierzch rynku e-papieru? Tablety wezmą całą stawkę”. Sam tytuł i artykuł bardzo frapujący, bo stawiający odważne tezy dotyczące  dalszego rozwoju rynku eksiążek i eprasy.

Punktem wyjścia były wyniki producenta epapieru, firmy Eink Holdings, której zysk ostatnio znacząco spadł. Przypomnę na marginesie: właśnie ta firma jest dostawcą matryc  do czytników Kindle Amazona czy Nook produkowanego przez Barnes & Noble. Czy jednak gorsze wyniki mogą być przyczynkiem do załamania się segmentu rynku związanego z epapierem na rzecz tabletów? Myślę, że hipotezy wyciągane z powyższych przesłanek są zbyt daleko idące.

Sam autor tekstu podaje argumenty opowiadające się właśnie za czytnikiem z e-inkiem jako narzędziem służącym do czytania: mniejsza szkodliwość dla oczu względem wyświetlaczy LCD, dłuższa  żywotność na jednym ładowaniu czy nawet możliwość dłuższego czasu eksploatacji samego czytnika w porównaniu do tabletów, czy smartfonów. Faktycznie, spadek sprzedaży matryc e-inkowych może być problemem dla Eink Holdingu, ale czy dla samego Amazonu także?

Od dawna słyszy się, że firma Jeffa Bezosa chętnie kupiłaby fabrykę epapieru i niejednokrotnie składała tego typu oferty obecnym właścicielom. Eink Holding może się obecnie raczej martwić utratą niezależności niż potencjalnym upadkiem. Przypuszczam, że zarówno Amazon, jak i Barnes & Noble ostrzą sobie na  niego zęby.

Komu zależy, poza obecnym producentem, na stałym lub rosnącym poziomie sprzedaży epapieru? Raczej nie Amazonowi. Model sprzedaży czytników Kindle polega na tym, że sprzedawane są „po kosztach”. Księgarnia ponoć oferuje je za cenę równą tej, jaką musi odprowadzić z tytułu licencji na rzecz Eink Holdingu. De facto sprzedaje dotowany czytnik licząc, że zarobi na sprzedawanych za jego pomocą treściach: książkach, prasie czy grach. Nie opłaca się więc księgarni dotować klientowi kolejnych zakupów czytnika co dwa lata. W interesie Amazon jest, by każdy sprzedany Kindle  pracował na siebie jak najdłużej.

Nie wiem jaki model sprzedaży zastosowany jest przy Nooku, ale wydaje mi się, że B&N też na samym e-readerze nie zarabiają kroci.

Gdy kilka lat temu Steve Jobs ogłaszał premierę iPada oraz rozpoczęcie nowej ery dystrybucji i konsumpcji treści, rynki księgarski i prasowy widziały w tym nadzieję na przełamanie tendencji spadania nakładów prasowych i książkowych. iPad miał być urządzeniem, które przeniesie prasę i książki w XXI wiek. Czy tak się stało? Moim zdaniem nie. Tablet firmy Apple nie stworzył rynku eprasy czy eksiążki: osoby nastawione na treść wolą papier lub korzystać z czytników typu Kindle. Osobom wolącym materiały multimedialne wystarczają strony internetowe, na których treści multimedialne i teksty pokazywane są w przystępny sposób. Do tego typu treści tablet też się nadaje, ale wydawcom raczej nie o to chodziło. Dlatego padł pierwszy internetowy dziennik „The Daily” wydawany przez News Corp.

Właśnie z tego powodu nie zachwyca mnie tygodnik „Newsweek Polska” na iPad, który podczas pierwszego kontaktu ciekawi czytelnika klipami wideo, interaktywnymi reklamami ect. Na dłuższą metę, przy regularnym czytaniu może być to męczące. Materiały multimedialne stanowią raczej swoiste przeszkadzajki niż dopełnienie treści artykułu. Dlatego większość wydań gazet dostępnych w Appstore jest oszczędna w multimedialne fajerwerki. Wyglądem przypominają raczej klasyczny pdf niż połączenie tradycyjnej gazety z YouTube.

O tym, że przyszłość książek i prasy należy do tabletów słyszałem już z kilkunastu źródeł. Niestety nie wiem, z jakich przesłanek można wysnuć takie wnioski? Podczas wywiadu dla Bez druku Dyrektor Woblinku przyznał: „wszystkie tytuły się świetnie sprzedały, ale rynek nie rozwija się w tym kierunku. Na razie te projekty odłożyliśmy, ale liczymy, że do nich powrócimy…”

Moim zdaniem to raczej przerost formy nad treścią. Sam patrząc na tytuły książek widzę jeden, który chętne bym zobaczył w formie multimedialnej: poszerzony o materiały wideo czy zdjęcia: jest to książka „PRL dla początkujących” Jacka Kuronia i Jacka Żakowskiego, która jest moim zdaniem stworzona na tablety. Poza tym chętnie bym zobaczył  na tym nośniku  więcej komiksów. Niestety ich wydawcy na razie nie palą się, by podbijać rynek publikacji elektronicznych.

Czytnik, dzięki swemu ograniczeniu i długowieczności, skutecznie wymyka się definicji gadżetu. Moim zdaniem jest to narzędzie, dzięki któremu książka staje się czytelnikowi bliższa i dostępna niemal w każdej sytuacji bez względu na grubość woluminu jaki zajmuje w tradycyjnej, papierowej, formie.