Rok 2022 nie okazał się czasem przełamania, czyli nadal spada ilość przeczytanych przeze mnie książek. Mam zasadę, by przeczytać o jedną książkę więcej niż w roku poprzednim. Niestety, po raz kolejny się ta sztuka nie udała. Zamiast planowanych 29 tytułów udało mi się listę lektur zamknąć w 25.
Wytłumaczeniem może być fakt, że czytam więcej grubych pozycji, co wpływa pozytywnie na statystykę przeczytanych stron, ale negatywnie na ilość książek. Tak było właśnie w 2022 roku, gdyż te 25 tytułów, to aż 8631 stron, czyli więcej o 500 niż w roku poprzednim.
Najgrubszą pozycją był ostatni tom „Mojej walki” Karla Ove Knausgårda liczący 1112 stron. Dla równowagi najcieńszą objętościowo okazała się Encyklika Jana Pawła II „Slavorum Apostoli” z 48 stronami.
Średnia grubość przeczytanych książek, to 354 strony, a w 2021 tylko 290.
Najpopularniejszą okazały się „Testamenty” Margaret Atwood, czyli zakończenie bestsellerowych „Opowieści podręcznej”, które na półkę w serwisie Goodreads odłożyły aż 855 803 osoby. Na drugim biegunie znalazł się „Ryk oślicy”, którą na swoją półkę dodało 14 czytelników tego serwisu.
Patrząc na wydawnictwa, nigdy chyba nie miałam tak wypłaszczonej liczby książek z podziałem na wydawnictwa. Patrząc na to, że przeczytałem więcej niż jedną książkę tylko dwóch oficyn. Zwycięzcą została Agora z trzema tytułami! Drugie miejsce natomiast należy do Wydawnictwa Czarne z dwoma przeczytanymi przeze mnie książkami. Reszta, czyli 20 pozycji należy do 20 wydawnictw: Wydawnictwo Literackie, Iskry, Noir Sur Blanc, Muza, Ha!art, Onepress, Rafael, Czytelnik, Świat Książki, Rebis, Części proste, Wielka Litera, Krytyka Polityczna, Austeria, Ossolineum, Cyfrant, Tyniec, Prószyński i S-ka, Znak oraz Wydawnictwo komiksowe. Niesamowite!
Ciekawie też wygląda zestawienie ebooków w stosunku do papieru. 21 książek przeczytałem w formie eletronicznej, a tylko cztery (w tym 1 komiks) w tzw. analogu. Statystyka wyglądałaby jeszcze bardziej niekorzystnie dla papieru gdybym niektórych pozycji nie nabył w chwili, gdy były dostępne jedynie w wersji tradycyjnej.
Dwadzieścia jeden książek pochodziło z własnej Biblioteczki. Jedynie cztery pozycje z wypożyczalni (trzy z Empik Go i jedna ramach Legimi).
Podsumowanie merytoryczne w tym roku rozpocznę od powieści, które ewidentnie zdominowały mój czytelniczy rok 2022. Może wypada zacząć od klasyki, czyli tytułu, który bezsprzecznie jest elementem kanonu polskiej literatury. Mam na myśli „Ziemię obiecaną” naszego noblisty Władysława Reymonta. Książka w sposób niezwykły pokazuje początki epoki przemysłowej, narodziny kapitalizmu oraz ich wpływ na stosunki społeczne. Tłem i głównym „bohaterem” jest Łódź, miasto, które jest jest równocześnie dzieckiem i świadkiem nowych czasów. Film Andrzeja Wajdy, który obejrzałem po lekturze, jest pięknym dopełnieniem opisu zawartego na stronach pow Kolejną pozycją, jest szósty, ostatni tom autobiografii Karl Ove Knausgårda „Mojej walki”. To była długa i bardzo refleksyjna przygoda. Lubiłem co roku w kolejnych tomach wracać do historii życia tego autora, poznawać i konfrontować się z jego obserwacjami, refleksjami, poglądami. Ostatni tom zawiera m.in. esej poświęcony „Main Kampf” Adolfa Hitlera. Nie czytałem oryginału, więc było to moje pierwsze zetknięcie z tą pozycją.
Dziwne, bo po lekturze wszystkich tomów „Mojej walki” przestałem mieć potrzebę lektury innych tytułów tego autora. Kupiłem jeszcze jakiś czas temu „U siebie i na wyjeździe”, którego Karl Ove jest współautorem, ale ten tytuł cały czas czeka na lekturę.
Niejako w komplecie z sześcioksięgiem Knausgårda trzeba zestawić komiks, a raczej powieść graficzną „Codzienna walka” Manu Lancerta traktująca o zmaganiach bohatera z dorosłością i odpowiedzialnością, nie tylko za siebie, ale także swoich bliskich.
Inna powieść o dorastaniu i dojrzewaniu, to autobiografia niejakiego Ryszarda Tymona Tymańskiego pod tytułem „Sclavus”, która nawet miała zaszczyt kandydować do Nagrody Literackiej „Nike”. Przeczytałem ją dlatego, że bardzo interesuje mnie środowisko trójmiejskiego TOTARTu. Poza tym, nie zamierzam ukrywać, że do Tymona mam pewną słabość. Niestety, ta pozycja, to niejako specyficzna kontynuacja rozmowy, którą kilka lat temu przeprowadził z muzykiem Rafał Księżyk pod tytułem „ADHD. Autobiografia”. W obu pozycjach z ust Tymańskiego zbyt często pada słowo odmieniane przez wszystkie przypadki – sowizdrzał.
Na stronach „Sclavusa” Ryszard T. zdradza, że jest to pierwszy tom większej całości. Poczekamy – zobaczymy.
Kolejną pozycją niejako także związaną z dorastaniem, jest kolejna część przygód dojrzewającej dziewczynki pt. „Lukrecja poznaje świat” autorstwa Annę Goscinny córki niezapomnianego autora „Mikołajka” Rene Goscinnego. Tym razem kolejne przygody, to nie lada dramat, przeprowadzka na drugi koniec Francji. Tym tomem żegnam się z samą Lukrecją, bo córka, z którą razem czytaliśmy postanowiła wyruszyć sama w dalszą czytelniczą drogę.
Poza cyklem o Lukrecji zamknąłem też inny czytelniczy rozdział, mianowicie dystopię „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood.
Byłem pod wielkim wrażeniem zarówno pierwszego sezonu serialu z Elisabeth Moss, jak i powieści o tym samym tytule. Tak, poznawałem ten tytuł w odwrotnej kolejności niż zwykle. Dlaczego wspominam tylko pierwszy sezon? Był on wierną kopią powieści. Kolejne zamieniły się w rozwleczoną sagę. Autorka po latach postanowiła domknąć intrygę. Tak powstały „Testamenty” w których stworzony przez mężczyzn świat upada.
Teraz przyszedł czas na klasyk nad klasykami. Jak wspominam przy kolejnych podsumowaniach co roku czytam jeden tytuł z kolekcji przygotowanej przez Gazetę Wyborczą „Klasyka literatury XX wieku”. Powoli zbliżam się do końca, chociaż jeśli zachowam tempo jeden tytuł na rok, to pewnie zejdzie mi jeszcze dekada. W 2022 roku padł wybór na niełatwą lekturę jaką jest „Solaris” Stanisława Lema. Oglądałem dwie lub trzy ekranizacje tej powieści i po kolejnych wersjach miałem wrażenie, że zupełnie o czym innym traktują te dzieła. Przypomnę tylko, że temat tej powieści jest wyjątkowo na czasie, bo dotyczy kontaktu i relacji z innym (obcym?). Niekoniecznie musi tutaj chodzić o kosmitę…
Kolejna powieść, to także klasyka, czyli dzieło Gabriela Garcii Marqueza, czyli „Jesień patriarchy”. Można by rzec, że to klasyczny przykład tzw. realizmu magicznego, tak charakterystyczny dla literatury Ameryki Łacińskiej. Główny bohater, czyli autokrata u schyłku swego życia wspomina czasy swej świetności i władzy, którą sprawował. Predstawiana historia to nieco chaotyczny splot prawdziwych historii, baśni i legend opowiadanych wielowątkową narracją. Ciekawa, choć niełatwa literatura.
Kolejna niełatwa w odbiorze, ale intrygująca w treści powieść to „Wycinka” austryjackiego pisarza Thomasa Bernharda napisana w 1984 roku. Akcja dzieje się na przyjęciu wydanego na cześć aktora z Burgtheater. Uczestnicy imprezy, wiedeńscy artyści oczekują na przyjazd gwiazdy wieczoru posiłkując się alkoholem. Narrator, alter-ego autora, siedzi w półmroku komentuje zachowanie zebranych jednocześnie prowadząc monolog z dawnymi przyjaciółmi. Ciekawym zabiegiem jest powtarzający się jak refren zwrot „siedziałem w tym uszatym fotelu” odmieniany przez różne przypadki, a niejako rozpoczynający kolejne myśli narratora. Ostatnia z powieści, to „Poczucie kresu” Juliana Barnesa. Licząca niecałe 200 stron, ale zawierająca naprawdę intrygujący i wciągający tekst. Głównym bohaterem jest sześćdziesięciolatek Anthony Webster, który wspomina swą młodość i przyjań z Adrianem Finem inteligentnym chłopaku o specyficznej filozofii podejścia do życia. Po latach główny bohater otrzyma spadek, który odwróci jego życie do góry nogami. Mimo skromnej objętności powieść czyta się świetnie. Przemyślenia głównego bohatera zmusza do refleksji, a prowadzone przez niego „śledztwo” intryguje.
Wojciech Tochman ma w swoim pisaniu coś takiego, co poraża. Prawie wszystkie jego tytuły czytałem dwa razy, każdy z nich a innym poziomie. Pierwszy nazwałbym emocjonalnym. Połykając kolejne strony czuję się tak, jakby mój znajomy niedawno wrócił z jakiegoś newralgicznego miejsca na świecie i w emocjach opowiadał mi o swoich wrażeniach. Nie będę ukrywał, że udzielają mi się nerwowość narracji autora. Odczuwam podobnie irytację na niesprawiedliwość świata. Dopiero za drugim razem skupiam się na treści i fabule. „Jakbyś kamień jadła”, to ta klasyczny przykład takiej lektury. Autor opisuje czas po wojnie w Bośni i Hercegowinie, gdzie kobiety poszukują swoich zmarłych mężów by ich z godnością pochować. Dla nich piekło się jeszcze nie skończyło. Tochman opisuje poszukiwanie ciał, ekshumacje i żmudne „składanie” ich w całość. Wstrząsająca relacja.
„Nie ma i nie będzie” to bardzo intrygujący reportaż Magdaleny Okraski, która odbywa podróż po miastach zapomnianych przez Boga i władze. Autorka opisuje miejsca (często są to byłe miasta wojewódzkie powstałe w wyniku podziału naszego kraju na 49 części), które posiadając jeden duży zakład pracy w PRLu, nie odnalazły się po transformacji ustrojowej i gospodarczej. Opisywany jest na kartach książki marazm i imposybilizm mieszkających tam ludzi. Okraska skupia się wyłącznie na opisie jak jest dzisiaj źle i jak wspaniale było dawniej. Podczas lektury miałem wrażenie, że pragnieniem autorki jest powrót do starych czasów. Zupełnie inne miałem wrażenie czytając książkę Filipa Springera, który także poruszał temat zdegradowanych miast po reformie administracyjnej, ale kładł on nacisk na starania jak odnajdują się one w nowej rzeczywistości, próbują zdefiniować się na nowo. „Nie ma i nie będzie” to smutny opis „przegranych” miejsc. Nie wiem tylko czego ode mnie autorka wymaga? Współczucia, ubolewania, wyrzutów sumienia?
Niesamowity reportaż napisał Cezary Łazarewicz „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” o morderstwie
przez milicję maturzysty w roku 1983. Autor niejako towarzyszy swojemu bohaterowi, a później bliskim w dociekaniu prawdy. Ukazuje cyniczne zachowanie władz, które chroniły zabójców kosztem sanitariuszy i lekarzy. W maskowanie zbrodni zamieszana była cała wierchuszka poczynając od Wojciecha Jaruzelskiego, przez Czesława Kiszczaka na Jerzym Urbanie kończąc.
Morderstwa Grzegorza Przemyka nie udało się udowodnić ani za PRL, ani w III RP. Bohater książki został jedynym z męczenników walczących o wolną Polskę.
Na marginesie ciekawostka techniczna. „Żeby nie było śladów”, to pierwsza książka, którą czytałem, gdzie wyjaśniane były skróty typu PZPR, SB, czy PRL. Naprawdę można poczuć się staro…
„Imperium” to wydana w 1993 roku książka Ryszarda Kapuścińskiego, w której autor opisuje wrażenia z podróży po republikach byłego Związku Radzieckiego. Mistrz reportażu skupia się głównie na ludziach, którzy musieli przystosować się jakoś do życia w tym chorym systemie. Mimo ciężkiego losu ludzie mają także swoje mał radości, a także nadzieję na lepszą przyszłość. Kapuściński jak zwykle świetnie obserwuje opisywaną rzeczywistość.
W roku 2022 nie obyło się bez lektury kolejnej encykliki Jana Pawła II. Idąc chronologicznie, tym razem kolej przyszła na dokument poświęcony patronom Europy, czyli Cyryla i Metodego. Treść „Apostołów Słowian” skupia się na hagiograficznemu opisowi życiorysów obu świętych, opisu ich cnót i zasług dla Kościoła Katolickiego.
Książka Artura Nowaka i Stanisława Obirka (byłego jezuity, jak często zaznacza się przy jego nazwisku) „Gomora. Władza, strach i pieniądze w Polskim Kościele”, to swoista odpowiedź, uzupełnienie bestselerowej „Sodomy. Hipokryzji i władzy w Watykanie” autorstwa Frédérica Martela, który skupił się na opisie życia książąt Kościoła w Stolicy Apostolskiej.
Słynny już duet autorski opisuje stosunki panujące w polskim klerze. Co z tego, skoro w sumie od dobrych kilku lat wydają książki praktycznie o tym samym różniące się jedynie tytułami. Naprawdę bywa to już nużące.
Inną pozycją opisującą życie polskiego Kościoła, tym razem od wewnątrz jest pozycja autorstwa siostry Małgorzaty Borkowskiej OSB (benedyktynki) „Ryk oślicy. Kolejny apel do duchowych panów”. To druga część świetnie przyjętej „Oślicy Baalama. Apel do duchowych panów” w którym autorka opisuje z wewnątrz kościoła relacje zakonnic z księżmi. Druga część to odpowiedź na reakcje i krytykę wyrażonego (nie pozbawionego złośliwości) przez nią zdania. Wydaje mi się ta pozycja o wiele bardziej intrygująca niż duetu Nowak & Obirek.
„Rozważania o wieku XX” to kolejne już spotkanie z Tymothym Snyderem, którego cenię za wiedzę historyczną i trafne analizy współczesności. To jednocześnie pierwsze spotkanie z Tonym Judtem, filozofem, historykiem i politologiem. Wspólny dialog będący niejako podsumowaniem zeszłego wieku, to naprawdę intelektualna uczta dla osób, których interesuje ten okres historyczny. Rozmówcy poświęcają także sporo czasu Polsce, a raczej tym, którzy z naszego kraju zostali wypchnięci w roku 1968.
Jedną z takich osób był prof. Jan Tomasz Gross autor głośnych, lecz niewygodnych dla naszego narodowego poczucia męczeństwa
książek historycznych. Antologia tekstów „Sąsiedzi i inni. Prace zebrane na temat Zagłady”, to zamieszczone w jednym tomie kilka książek:
- „Upiorna dekada. Eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców, komunistów i kolaboracji 1939–1948”,
- „Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka”,
- „Wokół „Sąsiadów”. Polemiki i wyjaśnienia”,
- „Strach”. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści”,
- „Złote żniwa”. Rzecz o tym, co się działo na obrzeżach Zagłady Żydów”,
poza tym eseje i artykuły: - „Sprawcy, ofiary i inni”,
- „Żydzi jako polski problem? A dlaczego nie część polskiej historii?”,
- „Czy Zagłada jest ich historią czy naszą?Plaidoyer w przedmiocie ustanowienia w Polsce „miejsca pamięci” poświęconego Zagładzie”.
Kolejna książka stanowiąca połączenie autobiografii, eseju i książki historycznej w jednym, to laureatka Nagrody Literackiej NIKE w roku 2014. Autorem „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” jest jeden z liderów solidarnościowej opozycji Karol Modzelewski. To nie tylko subiektywny zapis opozycyjnej działalności w latach PRLu i początkach III RP, ale także wnikliwa analiza zachowań aparatu państwowego, głównych postaci opozycji i krytyczna ocena ich działalności. Pozycja wybitna, bo podważa hagiograficzny obraz walki o wolność i jej odzyskanie po upadku komuny.
Karol Modzelewski był miedwiedistą, specjalistą od średniowiecza. Nie mogę przy tej okazji nie wspomnieć o innym znanym historyku, autorze niezapomnianej „Polski Piastów”. Mam na myśli Pawła Jasienicę, który kilka książek poświęcił historii Polski. Naprawdę polecam lekturę tej pozycji. Lekkie, krótkie, ciekawe, napisane felietonowym językiem teksty stoją niejako w opozycji do ciężkiego gatunku klasycznych pozycji historycznych. Jeśli poznawać dzieje naszego narodu, to tylko w ten sposób. Podręczniki historyczne moim zdaniem wyrządzają jedynie krzywdę tej dziedzinie nauki.
Kolejną pozycją przeczytaną w 22 roku XXI wieku jest esej „Zmierzch demokracji” Anne Appelbaum jednej z najbardziej
przenikliwych współczesnych publicystek. Ta wnikliwa badaczka współczesnej polityki zastanawia się co się stało, że ludzie przestali ze sobą rozmawiać. Swoje rozważania rozpoczyna od Polski i jej osobistych doświadczeń. Potem swoje refleksje rozszerza na inne kraje Europy: Węgry, Wielką Brytanię, by przejść do Stanów Zjednoczonych. Autorka sprowadza do wspólnego mianownika zachowania Kaczyńskiego, Orbana, Borysa Johnsonem, czy Trumpa. Przestrzega przed powrotem demagogów i populistów dowodząc ich zagrożenie dla demokracji.
Niejako bliźniaczą książką do „Zmierzchu demokracji” jest esej, którego autorem jest Jason Stanley „Jak działa faszyzm. My kontra oni”. Główne teza stawiana przez autora brzmi „czy narody muszą być faszystowskie, by uprawiać faszystowską politykę?”. Odpowiedź wydaje się jednoznaczna. Stanley podobnie jak Appelbaum przywołuje przykłady Polski, Węgier, Indii i Stanów Zjednoczonych. Autor analizuje zachowania polityków na poziomie filozofii, socjologii i historii. Przywoływane są przykłady mitologizowania własnej przeszłości, poczucia dumy z klęsk oraz brak krytycznego spojrzenia na własną historię. Takie podejście przez narzucanie własnej narracji (polityki historycznej) i negowanie osób mających odmienne poglądy prowadzi do głębokich podziałów i wykluczenia społecznego.
Nie obyło się też bez pozycji tzw. Krótkich form literackich. Zbiór opowiadań nieodżałowanego Sławomira Mrożka „Czekoladki prezesa”, to ubogi w objętość, ale bogaty w treść zestaw. Teksty liczące dosłownie po kilka stron, to czysta zabawa formą, treścią i ironią. Naprawdę dobrze mi robiła ich lektura podczas śniadania.
„PSYCHOefekty. 50 zjawisk psychologicznych, które wpływają na Twoje życie” Kamila Zielińskiego to opis 50 zachowań psychospołczych z którymi praktycznie każdy człowiek ma do czynienia każdego dnia. Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich zawiera następujące części: opis danego zjawiska, następnie jego definicję oraz jak dane zjawisko ma się do czytelnika. Ostatnia część to bibliografia, gdzie można poszerzyć i pogłębić wiedzę na temat danego zachowania.
Bardzo ciekawa pozycja, bo nie tylko pozwala zaobserwować u siebie dane zachowania, ale także zaobserwować stosowanie je przez innych, co pozwala nie ulegać manipulacjom stosowanym wobec nas.
Na zakończenie jak co roku chciałbym wybrać swoją książkę AD 2022. Wybór padł na „Żeby nie było śladów” Cezarego Łazarewicza. To świetnie napisany, rzekłbym „osobisty” reportaż. Autor opisuje nie tylko samą tragedię Grzegorza Przemyka, ale też dramat rodziny oraz pokazuje szerokie tło społeczne i polityczne. Nie mogę jednak nie wspomnieć jeszcze o „Wycince” Barhnesa i „Poczuciu kresu”, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Dwa różne style, dwie narracje, ale same fabuły intrygujące.




