Wiem, że trochę późno na przedstawienie podsumowania czytelniczego 2021 roku. Może jednak ktoś z Was się zainspiruje lub – wprost przeciwnie – zniechęci do lektury poszczególnych pozycji i przeznaczy czas na inne tytuły. Wydaje mi się, że warto, choćby z kronikarskiego obowiązku odnotować książki, które się przeczytało (nawet jak to było jakiś czas temu).
Kolejne podsumowanie i znowu nie ma się czym pochwalić. Zniżka formy nadal widoczna. Gdyby rozpisać moją aktywność czytelniczą na miesiące, to pierwszy kwartał 2021 roku można by nazwać plażą. Potem już było lepiej, ale nadrobienie strat było już niemożliwe. Dotychczasowe rekordy z roku 2019 pozostają niepobite.
To wszystko odnosi się co do ilości przeczytanych książek. Pod względem treści na pewno rok 2021 był udany. Przejdźmy więc do sedna.
Trochę statystyk
W roku 2021 udało mi się przeczytać 28 książek z zakładanych 34, co stanowi tylko 82% wykonanego planu.
O wiele gorzej statystyki wypadły w przypadku przeczytanych stron. Rok 2020, to przeczytanie niecałe 10 500, za to w kolejnym jedynie 8132 strony.
Najkrótszą pozycją była sztuka „Antygona w Nowym Jorku” Janusza Głowackiego. Mimo teatralnego zapisu, świetnie się ją czytało. Pamiętam, że oglądałem ją w Teatrze Telewizji w reżyserii Kazimierza Kutza. Chętnie obejrzałbym ją na deskach tradycyjnego teatru.
Najgrubszą pozycją okazał się „100/XX+50. Antologia polskiego reportażu XX wieku. Tom 3” pod redakcją Mariusza Szczygła. Sporo czasu spędziłem na czytaniu wszystkich części. Będzie mi brakować zarówno wstępów Szczygła, jak i samych reportaży.
Przeczytane książki miały średnio 295 stron.
Najczęściej czytaną (i ocenianą) była jedna z klasycznych pozycji XX wieku, czyli „Śniadanie u Tiffanyego” Trumana Capote. Na drugim biegunie pozycja autorstwa prof. Barbary Engelking „Szanowny Panie Gistapo. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940- 1941”. Jest to zestaw donosów jakie Polacy wysyłali do Gestaspo na swych rodaków oraz Żydów. Poza przykładami znajdziemy ich opracowanie historyczne oraz opowieść o tym jak poczta i oficjalna korespondencja była wykorzystywana do dywersji przez polski ruch oporu.

Ciekawostką jest fakt, że najwyżej ocenianą pozycją przez społeczność Goodreads przeczytaną przeze mnie, jest zbiór tekstów o. Leona Wiśniewskiego OP „Nigdy nie układaj się ze złem. Pięćdziesiąt lat zmagań o Kościół i Polskę”. Nie dziwi mnie najwyższa ocena. Wszak, to jest pozycja, w której zdiagnozowane i szczegółowo opisane są wszystkie problemy z jakimi boryka się Kościół Katolicki w Polsce.
Kontynuując podsumowanie statystyczne. Tak się kształtuje rozkład przeczytanych książek z podziałem na wydawnictwa:

Do kategorii „Inne” należą wydawnictwa, które przeczytałem po jednej książce: Świat Książki, WAM, Czytelnik, Albatros, Muza, Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów
Kolejną kategorią jest podział na format książek. W roku 2021 przeczytałem cztery książki papierowe w stosunku do 24 ebooków. Jedna z książek papierowych, tj. „Lukrecja na pierwszym planie” dostępna jest także w ebooku, ale ja akurat czytałem w analogu.
Spośród przeczytanych 24 ebooków 10 pochodziło z własnej kolekcji, a 14 z wypożyczalni: 7 z Legimi (dziękuję Wam za wspaniałą promocję trzy miesiące po 10 zł) oraz 6 w ramach usługi EmpikGO. Osobną kategorię stanowi ebook przeczytany w ramach akcji CzytajPL gdzie po raz pierwszy książkę można było czytać na Kindle. Przy podsumowaniu roku jest godne odnotowania, że kolejny duży gracz na rynku ebooków przekonuje się do wypożyczania eksiążek na czytniki firmy Amazon. Woblinkowi (współorganizatorowi akcji CzytajPl) należy tylko pogratulować.
Podsumowanie merytoryczne
Rok 2021 w moich przygodach literackich jest zdecydowanie czasem powieści. Udało mi się ich przeczytać aż osiem. Pierwszy raz zdarzyło mi się, by być tak na bieżąco. Trzy z nich były książkami premierowymi. Co ciekawe, aż dwie zostały nominowane do tegorocznej nagrody NIKE.
Pierwszą z nowości była „Informacja zwrotna” Jakuba Żulczyka. Jak wspominałem już nieraz, książki czytam ze sporym
poślizgiem. W tym przypadku zaskoczyła i pochłonęła mnie treść książki: osadzonej w konkretnym czasie i miejscu. Nie chcę się tutaj zajmować wątkiem alkoholowym, a zwrócić uwagę na strefą publiczną. Sprawa warszawskich czyścicieli kamienic głośna była na całą Polskę. Naprawdę dobra powieść.
Druga nowość to nominowany do NIKE „Przewóz” Andrzeja Stasiuka. To było pierwsze spotkanie z tym autorem (nie licząc jakiegoś audiobooka słuchanego przelotem kilka lat temu). Powieść ta ukazuje prozę i okropieństwo wojny w skali mikro, czyli gdzieś między wojskami niemieckimi a radzieckimi. Bohaterami powieści są polscy partyzanci wierzący naiwnie w zwycięstwo, żydowskie dzieci chcące uciec w bezpieczne miejsce oraz przewoźnik, który przeprawia każdego na drugą stronę rzeki kto zapłaci za usługę. Do tego dochodzi upalne lato, które dopełnia dusznej i lepkiej atmosfery.
Kolejną pozycją także nominowaną do NIKE są „Dewocje” Anny Ciarkowskiej. Niestety, „spowiedź” dziewczyny, bohaterki powieści, przez którą czynione są cuda w małej wiejskiej parafii nie powiedziała mi nic nowego ani o polskim Kościele, ani o samej wierze. Książka mnie raczej nużyła, niż zachwycała.
Kontynuując wątek powieści przesuwamy się w kierunku tzw. klasyki, czyli autorów, którzy już nie żyją, ale ich dzieła są nadal czytane i wpisały się w canon literatury. Pierwsza to „Przegrany” Thomasa Bernharda autora, którego poznałem mniej więcej trzy lata temu. Co roku staram się przeczytać jedną z jego powieści. „Przegrany” opisuje relacje trojga przyjaciół, pianistów, którzy wspólnie studiują niedaleko Salzburga. Wszyscy są wirtuozami gry na fortepianie. Jednak jeden z nich okazuje się geniuszem wykonując „Wariacje Golberowskie”. To zaważa na życiu pozostałej dwójki…
W 2021 roku kontynuowałem przygodę z Marquezem. Tym razem padł wybór na debiut noblisty, czyli „Szarańczę”. W miasteczku umiera lekarz, który odmówił w przeszłości pomocy mieszkańcom. Po jego śmierci mieszkańcy w ramach odwetu chcą odmówić mu pogrzebu. Powieść ta ma w sobie coś z westernu, a klimatem i atmosferą przypomina inną pozycję tego autora „Kronikę zapowiedzianej śmierci”.
Pisząc podsumowanie nie można zapomnieć o Philipie Rothu, którego twórczość zgłębiam od kliku dobrych lat. Tym razem wybór padł na „Everymana”. Książka zaczyna się od pogrzebu głównego bohatera. Potem opisane są jego niedomagania i walka ze starością. Akcja coraz bardziej cofa się w czasie pokazując z perspektywy starości co człowiek traci z upływem czasu. Wielka powieść!
Wprowadzę chyba kolejną kategorię: „Książki które zostały sfilmowane”. W tej kategorii mieściłyby się zarówno te na których podstawie powstały filmy fabularne, jak i seriale. Na pewno do tej kategorii zalicza się „Oficer i szpieg” Roberta Harrisa opisująca sprawę Dreyfusa. Ten autor jak zwykle nie zawodzi. Naprawdę świetny kawałek, jak zwykle dobrze udokumentowanej przez autora, literatury. Niestety, tego nie można powiedzieć o ekranizacji w reżyserii Romana Polańskiego. Naprawdę, szkoda czasu, film przypomina nieskładną wycinankę z tego co Harris zawarł w swojej książce.
W ramach powieści muszę wspomnieć jeszcze mój cykl „Literatury XX wieku”, który z uporem kontynuuję. W 2021 roku padł wybór na „Śniadanie u Tiffany’ego” Trumana Capote. Mam w zwyczaju, że najpierw czytam książkę, a później oglądam ekranizację. Tak chciałem też zrobić w tym wypadku. Niestety, przez tzw. przypadki losowe nim zdążyłem skończyć książkę, film zniknął z serwisu streamingowego.
Kontynuując cykl filmowy przejdę płynnie do reportażu. Mam tutaj myśli książkę Ryszarda Kapuścińskiego „Jeszcze dzień życia” opisującą wojnę domową w Angoli. Tekst pisany jest jest z perspektywy autora, który jest naocznym świadkiem tragedii i
tylko cudem udaje mu się niejednokrotnie ujść z życiem. Jak zwykle reportaż to nie tylko kronikarski zapis wydarzeń, ale także wzbogacone o refleksje Mistrza. Na podstawie tej pozycji powstał także animowany film równie zajmujący jak książka.
Po setce reportaży zawartej w dwóch tomach Mariusz Szczygieł, pod którego redakcją powstało to monumentalne dzieło postanowił dorzucić jeszcze jedną „pięćdziesiątkę”, czyli „100/XX+50. Antologia polskiego reportażu XX wieku. Tom 3”, w którym zawarł to co nie zmieściło się w podstawowej „setce”. Dla mnie absolutny hit. Reportaże wyselekcjonowane przez specjalistów, z ciekawym wprowadzeniem… Dla mnie red. Szczygieł mógłby wydawać kolejne tomy antologii w ilościach odcinków seriali brazylijskich.
Kolejny reportaż, którym chciałbym się z Państwem podzielić, to „Brudna piłka. Z archiwum Football Leaks”. Książkę o machlojach w świecie piłkarskim przeczytałem pod wpływem recenzji książki zamieszczonej w Tygodniku „Polityka”. Nie jestem fanem sportu, ale wydarzeń okołosportowych i owszem (tzn. wolęczytać o sporcie niż go oglądać). Niestety z książki Rafaela Buschmanna i Michaela Wulzingera dowiedziałem się niewiele więcej niż z samej recenzji zamieszczonej kiedyś w „Polityce”. Faktem jest, że materiał uzyskany ze śledztwa dziennikarskiego nadaje się bardziej na reportaż prasowy (wieloczęściowy) niż książkę. Oczywiście ciekawy jest opis warsztatu pracy nad aferą, fact checking, ale to chyba za mało na książkę. Opisy wrażenia autorów jakie na nich robił informator, to temat na akapit, a nie kilka rozdziałów książki.
Ostatni z reportażów to „Greenpoint. Kroniki Małej Polski” Ewy Winnickiej. Świetna pozycja. Jest w niej wszystko i historia Greenpointu, opisane kolejne fale emigracji i opowieść o osiedlonych tam Polakach zarówno w czasach PRL, jak i współcześnie. „Greenpoint” stanowi nierozłączny duet z piosenką „Natalia w Brooklynie” El Dupy z tekstem Kazika Staszewskiego. Polecam obie pozycje.
Zatrzymując się przy Ameryce, a nie sposób nie wspomnieć o tragifarsie Janusza Głowackiego „Antygona w Nowym Jorku”. Akcja sztuki rozgrywa się wśród bezdomnych, którzy chcą godnie pochować swojego zmarłego przyjaciela. Bardzo lubię to dzieło Głowackiego, ale niestety widziałem je tylko na deskach Teatru Telewizji (no i e-kartkach czytnika 😀).
Skoro o teatrze mowa, to podzielę się z Państwem także dziełami scenicznymi Hanny Krall „Pola i inne rzeczy teatralne” będąca niejako uzupełnieniem antologii tekstów pisarki „Fantom bólu. Reportaże wszystkie”. Oczywiście zawiera scenopis mojego ulubionego „Zdążyć przed Panem Bogiem”, ale równie ciekawa jest alternatywna propozycja autorki do „Katynia” Andrzeja Wajdy. Film kameralny, wyciszony. Reżyser nie skorzystał z pomysłu Krall. Nie wiem, czy wygrała lepsza propozycja… Wydaje mi się, że obie wersje zasługują na ekranizację.
Chciałbym teraz przejść do rzeczy gatunkowo lżejszych, czyli felietonów. Nadrabiając zaległości w twórczości Jerzego Pilcha udało mi się w 2021 przeczytać aż dwie pozycje tego autora. Pierwsza, to „Pretensja o tytuł jest jedyną, jaką mieć tu można” zawierająca felietony publikowane w tygodniku „Polityka” w latach 2002 – 2006. Czytałem wszystkie na bieżąco, gdy ukazywały się na stronach periodyku. Nie mogę się nadziwić, że gdy później takie cotygodniowe wisy czyta się w zbiorze, to ich wydźwięk jest zupełnie inny …
Drugim zbiorem tekstów tego samego autora jest „60 felietonów najjadowitszych”. Zawiera on teksty najostrzejsze,
traktujące praktycznie o wszystkim: polityce, literaturze, kulturze, pop kulturze. Niestety, w tego typu pozycjach drażni mnie brak umieszczenia głosów polemicznych. Wiem, że wydawnictwu trudno byłoby zebrać „porozrzucane” po tytułach prasowych polemiki. Niestety, brak takiego zabiegu powoduje zubożenie samych tekstów.
Kolejna pozycja z cyklu lekkie, miłe i przyjemne to „Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu 2” Doroty Masłowskiej. Niby to ciąg dalszy „jedynki”, ale o ile przy tamtej świetnie się bawiłem, teksty były świeże i tematycznie i językowo, to w przypadku kontynuacji mam poczucie zmęczenia zarówno autorki, jak moje. Spokojnie mógłbym się obyć bez tej pozycji w swojej „czytografii”.
Pozostając przy krótkich formach literackich nie mogę nie wspomnieć o dwóch fantastycznych zbiorach opowiadań jednego z autorów czasów Polski Ludowej, czyli Kornela Filipowicza. Pierwszy, to zbiór opowiadań „Romans prowincjonalny” stworzony pod redakcją Justyny Sobolewskiej (niestety dostępny jedynie w formie tradycyjnej książki), a drugi to „Formikarium, czyli w moim świecie mrówek. Opowiadania”, czytane już w ebooku w ramach akcji Czytaj.PL (edycja 2021) Filipowicz jak zwykle czaruje swoją narracją i lekkim piórem bez względu na bohaterów swoich tekstów: czy są to ludzie, czy zwierzęta. Naprawdę można się zakochać w tej literaturze.
W zeszłym roku udało mi przeczytać tylko jeden z serii minibooków wydawanych przez miesięcznik ZNAK. Tym razem był to tomik „Wolność [po co]” zawierający teksty m.in. ks.Tichnera, o.Kłoczowskiego, prof. Jedlińskiego, Stefana Kisielewskiego opisujący różne aspekty wolności. Lektura niełatwa, ale bardzo ciekawa.
Co jakiś czas dopisuję do swej corocznej listy lektur obowiązkowych kolejne serie, które powinienem kontynuować. Przykładowo, na taką listę dostały się wydawnictwa Jerzego Pilcha, Kapuścińskiego, czy Philipa Rotha, których w danym roku staram się przeczytać po jednaj pozycji. Po lekturze książeczki Timothy’ego Snydera „O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku” do corocznego kanonu dołączyły książki opisujące demokrację i jej zagrożenia. W ramach tej kategorii w zeszłym roku udało mi się skończyć zbiór tekstów Václava Havla „Siła bezsilnych i inne eseje”.
Kolejną pozycją przeczytaną z wypiekami na twarzy, choć w formie lżejszej niż esej jest zbiór rozmów na przeróżne tematy z prof. Zbigniewm Mikołejko zebranych pod tytułem „Jak błądzić skutecznie. Prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską”. Jest tutaj wszystko: rozmowy o śmierci, życiu, kształtowaniu się człowieka i krytyczne spojrzenie na otaczający świat. Jeśli chcemy dowiedzieć się o tym kulturoznawcy więcej niż z jego felietonów, to jest to świetna pozycja.
Pisałem wyżej o tym, że mam pewną listę autorów, tematów, z których co roku chcę przeczytać choć jedną książkę. Jednym z takich tematów jest Zagłada, a szczególnie relacje ludności polskiej wobec Żydów, pomocy im oraz argumentacji dlaczego wsparcie nie było Im udzielane. W zeszłym roku w ramach tej kategorii przeczytałem „Szanowny panie Gistapo. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940- 1941” prof. Barbary Engelking. Książka oparta na cytatach donosów Polaków na siebie nawzajem do Gestapo. Poza tym pokazane jest jak Niemcy wykorzystywali informacje z podsłuchów oraz jak tą drogą polskie podziemie chciało unieszkodliwiać wroga. Bardzo ciekawa, lecz gorzka lektura.
Zbliżając się powoli do końca chciałbym wspomnieć o książce opisującej całkiem świeżą historię. Jest to pozycja zawierająca zbiór analitycznych tekstów pierwotnie publikowanych w „Polityce” Władysława Władyki i Mariusza Janickiego „Cień Wielkiego Brata. Ideologia i praktyka IV RP”. Czas który opisują autorzy, to tzw. pierwsze rządy PiS. Analiza skupia się na stołku prowadzenia polityki przez braci Kaczyńskich: kreowaniu i zarządzaniu kryzysami, podziałem ról między prezydentem, a premierem i zarządzaniu państwem. Naprawdę ciekawa lektura dużo mówiąca o mechanizmach władzy….
Kolejną pozycję także można potraktować jako hitoryczną i tak jak poprzednią odnieść do czasów współczesnych, czyli epidemii COVID-19. Chciałem w jakiś czytelniczy sposób zaznaczyć nasz czas zarazy. Nie miałem jakoś ochoty na „Dżumę” Camusa. Sięgnąłem więc po „Największa. Pandemia hiszpanki u progu niepodległej Polski” Łukasza Mieszkowskiego. Autor nie
tylko ciekawie opisał samą pandemię, ale przede wszystkim reakcje społeczeństwa wraz z wszystkimi etapami od bagatelizowania zagrożenia przez rezygnację.
Na sam koniec zostawiłem rzeczy lżejsze, czyli czytaną córką „Lukrecję” autorstwa. Annie Gościnny (jedynej córki René Goscinny’ego twórcy legendarnego „Mikołajka”). Pisałem już o tych książkach w zeszłym roku więc wspomnę tylko, że seria świetnie oddaje realia życia nastolatków we współczesnym świecie….
Druga pozycja, to polski komiks autorstwa dwóch Marcinów Podolca i Kołodziejczyka „Morze po kolana”. Jestem fanem
jednej z miejscowości nadbałtyckich. Miłość do kurortu wychodzi daleko poza wyjazdy w sezonie wakacyjnym. Komiks świetnie oddaje realia stałych mieszkańców kurortów, które już od października przypominają wymarłe miasteczka czekające na wiosenne przebudzenie i przyjazd w maju zielonych szkół, który symbolicznie rozpoczyna sezon letni.
Opisując czytelniczy rok 2021 z pewnej już perspektywy muszę napisać, że był to bardzo dobry sezon. Na miano książki roku po długich rozmyślaniach wybrałem „Jak błądzić skutecznie. Prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską”.

